wtorek, 16 lipca 2013

Prolog.

Na samym początku chciałabym przeprosić za błędy, ale starałam się jak najszybciej to przepisać i mogły się jakieś wkraść. Zapraszam do czytania :) Jeśli już przeczytasz prolog, prosiłabym o szczerą opinię, to jest mój pierwszy blog dlatego chciałabym wiedzieć mniej więcej co inni o tym sądzą. Miłego czytania :)


!Uwaga!

Jeśli chcesz zacząć czytać tego bloga, a nie zapoznałeś się z poprzednim postem pt: "Bohaterowie", musisz zacząć od niego. Wprowadziłam dwie nowe postacie, stworzone przeze mnie, więc żeby lepiej zrozumieć moje opowiadanie, nie możesz pominąć poprzedniego postu, bo nie zawsze będzie można wywnioskować o co chodzi z tekstu.





31 sierpnia, dzień przed wyjazdem do Hogwartu.
Promienie słońca powoli wpadały przez duże okno do salonu, budząc pewną 16letnią czarownice. Dziewczyna nie chętnie otworzyła oczy. Coraz bardziej odczuwała efekty wczorajszej imprezy. Delikatnie podniosła się z łóżka. Zauważyła, że na kanapie obok leżała dziwnie powyginana Stella, jej najlepsza przyjaciółka. Miała krótkie brązowe włosy do ramion, z jaśniejszymi prześwitami, duże brązowe oczy i słodki uśmiech. Była osobą dość drobną, ale to tylko dodawało jej uroku. Blair spojrzała w bok i ruszyła, do drzwi przed sobą. Nacisnęła delikatnie klamkę i ujrzała wnętrze swojej łazienki. Podeszła od razu do ogromnego lustra na ścianie. Przyjrzała się swojemu odbiciu. Ładne, gęste, naturalnie czarne włosy, jasna cera i wyraziste usta. Spojrzała sobie w oczy, nigdy nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie jaki jest ich kolor. Były szaro-zielono-niebieskie, a wokół tęczówki miała ciemnoniebieski paseczek otaczający je. Zmierzyła się krytycznym wzrokiem, była szczupła, ale z lekko zaokrąglonymi kształtami. Miała też duże piersi i była średniego wzrost. Lubiła swoje ciało, jednak najbardziej swoje zgrabne, długie nogi i płaski brzuch. Poprawiła włosy i wtedy zobaczyła ogromna bliznę na swojej dłoni. Delikatnie jej dotknęła. Pamiętała każdy szczegół z nocy, kiedy ją "zdobyła".
Walczyła ze śmierciożercą, nie wiedziała nawet kto to, bo był zamaskowany. Rzuca zaklęcie, a jej przeciwnik odlatuje do tyłu. Opuszcza wykończona różdżkę, nie ma już siły. Śmierciożerca z którym przed chwilą walczyła powoli podnosi się. Jest już bez maski, to Agustus Rookwood. Uśmiecha się obleśnie- wie, że dziewczyna nie jest w stanie odeprzeć jego ataku. Blair stoi i ciężko dyszy, a z ręki leci jej obficie krew. Wie, że zaraz umrze. Widzi jak z jego różdżki wystrzela w jej stronę zielony promień… i wtedy nie wiadomo skąd, przed oczami śmignęła jej blond czupryna. Chłopak stanął przed nią, odbił zaklęcie i rzucił Avadę w Rookwood’a. Śmierciożerca upadł martwy. Wybawca odwrócił się do niej i ujrzała Draco Malfoy’a. Jak przez mgłę słyszała, że pytał się czy nic jej nie jest, jednak ona nie miała nawet siły mu odpowiedzieć. Chłopak wziął w swoją dłoń, jej rękę. Rana była bardzo głęboka i Blair powoli się przez nią wykrwawiała. Machnął różdżką i wyczarował opatrunek, na zranionym miejscu. Dziewczyna poczuła, że nogi się pod nią uginają, ale wtedy Draco złapał ją i wziął na ręce. Usłyszeli krzyk, co biorąc pod uwagę okoliczności nie było dziwne. Czarnowłosa podniosła przerażona wzrok, jednak chłopak nie zwracając na nic uwagi, biegł już w stronę SS. Black wtuliła się mocno w niego i starała się uspokoić, głęboko oddychając. Nawet teraz pamiętała zapach jego perfum. Po chwili dotarli na miejsce. Chłopak założył maskę i w padł do Skrzydła. Nikogo nie było widać. Położył Blair na łóżku i powiedział „Nic Ci już nie grozi, Black”. Wpatrywała się cały czas w jego oczy, szare, zimne, nic nie mogła z nich odczytać. Po chwili usłyszeli, że ktoś wchodzi drugimi drzwiami, Draco rzucił się do wyjścia, jednak zatrzymał się na chwilę i jeszcze raz na nią spojrzał. Nawet z tej odległości widziała te przenikliwe oczy. Po chwili już go nie było, zniknął jak wszystko wokół, Blair zemdlała.
Nadal nie mogła zrozumieć, dlaczego Malfoy to zrobił? Przecież przez te wszystkie lata uprzykrzali sobie życie na każdym kroku. Zaczęło się to w sumie od tego, że zanim Blair przeniosła się do Hogwartu, plotki na jej temat już dawno dotarły. Samo jej przybycie było sensacją, w końcu to córka Stephanie i Edwarda Blacków, bardzo znanych i szanowanych czarodziei czysto krwistych. A do tego w poprzedniej szkole Blair, była znana z nieokrzesanego zachowania oraz zadawania się z podejrzanymi uczniami, o czym dowiedział się jakimś cudem cały Hogwart. Do tego dochodzi sprawa z Harrym, czyli to, że są daleką rodziną (rodzice się znali, a Syriusz przecież też jest ojcem chrzestnym Harrego), a dziewczyna nie pała do niego szczególną sympatią. No i kolejne pytanie, dlaczego przeniosła się do Hogwartu? Dziewczyna swoim przybyciem wywołała spore zamieszanie, jednak była do tego przyzwyczajona. No i tu się pojawia Draco, gdy przydzielono ją do Gryffindoru, Malfoy postanowił, że nie zostawi jej w spokoju. W końcu to BLACK, jej rodzice są zdrajcami krwi. Więc ciągłe zaczepki chłopaka i aluzje na temat jej rzekomego puszczalstwa, wywołały wojnę między nim, prawie tak zaciętą jak między samą Złotą Trójcą, a właśnie Malfoyem. Dlatego blondyn był ostatnią osobą, którą by posądziła o coś takiego, jak uratowanie jej życia. Tuż przed odjazdem do Londynu, kiedy Blair wyszła już ze SS, spotkała go pod jej drzewem. Stał o nie oparty i wpatrywał się w jezioro. Ręce miał włożone do kieszeni spodni. Po chwili drgnął. Odwrócił się w jej stronę i spojrzał prosto w oczy. Stali tak chwile, po czym oboje poszli w inną stronę. Black nie była w stanie wykrztusić z siebie słowa. Nie wiedziała też czy ma mu podziękować, czy udawać, że nic nie pamięta. Teraz jeszcze raz przywołała sobie jego obraz przed oczy. Musiała przyznać, że był bardzo przystojny. Odkręciła kurek z zimną wodą i ochlapała twarz. Od razu poczuła się lepiej. Wyszła z łazienki i ruszyła do kuchni. Otworzyła lodówkę i od razu sięgnęła po wodę, zamknęła ją jednym ruchem i wróciła do salonu. Bez większego zastanowienia chwyciła porozwalane figury od magicznych szachów i zaczęła się nimi bawić, jednocześnie rozciągając się na fotelu. Leżąca obok Stella zaczęła się przebudzać. Bardzo powoli usiadła i sięgnęła bez słowa po butelkę wody, która stała na stoliku. Blair oprzytomniała i rzuciła się do barku. Po chwili uśmiechała się do niebieskiej buteleczki, a dokładniej do eliksiru na kaca. Wypiła połowę, a resztę oddała Stelli. Już po chwili, czuły się normalnie. Black usiadła na kanapie, koło przyjaciółki i skupiła się na widoku za ogromnymi oknami, były one od ziemi, prawie po sam sufit. Pogoda była naprawdę ładna. Świeciło delikatnie słońce, ale mogła dostrzec, jak wiatr delikatnie porusza liśćmi na drzewach, więc nawet jeśli byłoby wyjątkowo ciepło na zewnątrz, to będzie można tam wytrzymać. Po chwili jednak znowu zaczęła przyglądać się bliźnie. Delikatnie przejechała po niej palcem i cichutko westchnęła. Do końca życia się jej nie pozbędzie, dostała starym czarnoksięskim zaklęciem. Miało spowodować, że się wykrwawi na śmierć. Cudem ją uratowali. Do tej pory miewa bardzo silne bóle, ale za często na szczęście się nie zdarzały. Jednak problemem było to, że za każdym razem jak na nią patrzyła to przypominało jej się, że to dzięki Malfoyowi wgl żyje. Blair potrząsnęła zła głową. Chwilowy przejaw litości.- warknęła w myślach. Jednak dalej jeździła po niej palcem, co nie uszło uwadze Stelli.
-Znowu myślisz o Malfoy’u?- bardziej stwierdziła, niż zapytała Doncaster. Blair delikatnie skinęła głową.
-Po prostu nie mogę zrozumieć, dlaczego to zrobił.-burknęła obojętnym głosem.- Co jemy na śniadanie?- szybko zmieniła temat. Stella zerwała się na równe nogi i pobiegła, do kuchni.
-Może tosty?- zaproponowała, gdy Blair weszła do pomieszczenia.
-Ok, chcesz kawę, herbatę, czy sok?
-Sok.
Blair wstawiła wodę na herbatę dla siebie i zajrzała do lodówki.
-Pomarańczowy czy brzoskwiniowy?
-A nie ma jabłkowego?- spytała z nadzieją Stella, zajmując się tostami.
-Dobrze wiesz, że w tym domu nie pije się soku jabłkowego.
-Niech będzie pomarańczowy.- mruknęła brunetka.
Blair nalała jej soku, a sobie zrobił zieloną herbatę z ekstraktem z mandragory. Usiadła do stołu gdzie już czekało na nią parujące śniadanie .
-W ogóle … Musimy iść dzisiaj na Pokątną. – zaczęła Black.
-Mówiłam, żeby iść od razu, ale ty nie, potem, jutro, nie chce mi się pójdziemy później, wakacje przecież się jeszcze nie kończą i jak zwykle dzisiaj będziemy gnać na złamanie karku, a mogę się założyć, że będą tłumy.
-Och, zamknij się- powiedziała Blair i z rezygnacją wgryzła się w tosta.
-Zawsze robisz wszystko na ostatnią chwile, a ja tak nie lubię.- powiedziała z udawanym niezadowoleniem Stella.
-Nie obchodzi mnie jak lubisz.- powiedziała Black znad kubka. –Twój chłopak powinien się tym przejmować.- mruknęła.
-Tymczasowo tak owego nie posiadam. W ogóle masz ten spis?- spytała Doncaster, ignorując jej zboczone aluzje, do których była już przyzwyczajona.
-Gdzieś tam jest.- Blair nie wykazywała większego zainteresowania świstkiem papieru.
-Dobra, to ja lecę się ogarnąć.- powiedziała Stella i tyle po niej było. Jednak za chwile rozległ się jej głos ze schodów.
-A w co się ubierasz?- krzyknęła do swojej przyjaciółki.
-W ciuchy- odkrzyknęła jej dziewczyna.
-Jak zawsze pomocna.- mruknęła już do siebie Stella. Dziewczyna poszła do ich garderoby. Na czas wakacji po prostu przeprowadziła się do Blacków. Jej mama miała nawał pracy, więc nie chciała jej przeszkadzać. Co prawda, to był tylko pretekst, żeby zamieszkać u Blair, jej rodziców nigdy prawie nie ma w kraju, przez co mogły sobie pozwolić na bardzo grzeszne wakacje. Rzuciła okiem na garderobę i ubrała się w bordową bluzkę i zgniło zielone spodnie. Jednym ruchem różdżki pokręciła lekko włosy (mama Stelli pracuje w dziale „Niewłaściwego Użycia Czarów”, więc dziewczyny mogą sobie pozwolić na takie małe wykroczenia) i zrobiła delikatny makijaż, po czym przeszła do pokoju Blair gdzie prowadziły drugie drzwi w garderobie. Dziewczyna weszła i rozejrzała się, bardzo lubiła pokój swojej przyjaciółki. Ściany były w kolorze lawendowym i prawie całe pokryte ruchomymi zdjęciami i innymi drobiazgami. Na końcu pokoju było ogromne okno, a dokładniej wyjście na robiący wrażenie balkon, po bokach były olbrzymie szare kotary. Na środku pokoju stało małżeńskie łoże z baldachimem, a na nim masa poduszek, obok stało biurko, którego praktycznie nie było widać pod stosem różnych przedmiotów. Stella przywołała swoją torebkę i zaczęła pakować potrzebne rzeczy, chusteczki, spis, którego pewnie Blair zapomni, pieniądze i tym podobne. I wtedy zobaczyła zdjęcie sprzed końca roku, które było zrobione w dniu bitwy. Cała ich „klasa”. Dyrektor postanowił ich zintegrować, dlatego też mieli wszystkie lekcje ze ślizgonami. W tym roku pewnie też tak będzie. Westchnęła do siebie. Spojrzała na obrazek. Stali koło zagrody dla jednorożców na ONMS. Na samym przedzie była oczywiście Granger i jak zwykle z przemądrzałym wyrazem twarzy coś gadała, obok zachwycony Hagrid, klaskał i co chwilę coś dopowiadał. Dalej Potter i Weasley jedli czekoladowe żaby, za nimi Dean i Seamus grali w eksplodującego durnia, obok leżał wystraszony Nevil, jednak gdy zobaczył co było źródłem wybuchu, szybko wstał i dołączył do chłopaków. Dalej stały Parvati i Lavender, trochę za nimi stado tępych ślizgonek z Parkinson na czele, gdzieś tam z boku ślizgoni. A na samym końcu siedziały oddalone od siebie w pewnej odległości cztery osoby. Jedna dwójka, to ona z Blair. Są szczęśliwe, co chwile się z czegoś śmieją, a uśmiechy nie schodzą im z twarzy. Obok siedzą Blaise i Draco, między Malfoy’em a Black jest kilka metrów odległości. Blaise gada jak najęty, a Draco patrzy przed siebie nie przytomnym wzorkiem, po chwili brunet go szturcha, a blondyn mówi coś z tym swoim kpiącym uśmieszkiem.  Opalony ślizgon wybucha śmiechem, a chwilę potem jego blond włosy kompan, obraca się w stronę Blair i ją obserwuje. Dziewczyna ponownie spojrzała na młodego Zabiniego. Zawsze ją pociągał, nie dość, że był cholernie przystojny, to do tego był taki zabawny, a to Stella ceniła w chłopcach chyba najbardziej. Wiele razy musiała powstrzymywać się, by nie wybuchnąć śmiechem, kiedy opowiadał jakieś żarty czy komuś dogryzał. Jednak to Zabini... Nie dość, że ślizgon to jeszcze prawdopodobnie przyszły Śmierciożerca, dziewczyna wiedziała, że to by nie wyszło. Po prostu nie miał prawa jej się podobać. Westchnęła i odłożyła zdjęcie na biurko, sprawdziła jeszcze raz czy wszystko ma i wyszła z pokoju. Zaskoczona zobaczyła, że Blair już na nią czeka, z reguły to ona czekała na czarnowłosą. Black była ubrana w zwykłe jeansy i białą bluzkę na ramiączkach. Włosy miała rozpuszczone i proste. Do tego różowe usta i pomalowane oczy, a szyi śliczny złoty łańcuszek z niebieskim oczkiem.
-Co się stało, że TY czekasz na mnie?- spytała szczerze zaskoczona Stella.
-Właśnie nie wiem.- odpowiedziała rozbawiona Blair i obie ruszyły do wyjścia.
-Idziemy, czy jedziemy?- usłyszała jakby z oddali głos Doncaster. Cholera, znowu się wyłączyłam. Mruknęła w myślach Black. Nie zauważyła nawet kiedy wyszły z domu.
-Wolałabym się przejść, nie chce mi się tłuc Błędnym Rycerzem, a to przecież nie daleko.
-No , ok. – uśmiechnęła się brązowowłosa.
Dziewczyny przeszły przez drogę i weszły do parku. Zaczęły rozmawiać o wszystkim, Blair w między czasie wyciągnęła papierosa i odpaliła (przypominam, że papierosy to jedne z niewielu nie ulepszonych przez czarodziei przedmiotów, wymyślonych przez mugoli, z których normalnie korzystają) , stwierdziła też, że coraz bardziej irytuje ją zachowanie Harrego i reszty.
-Też jestem przeciwko Voldemortowi.- zaczęła Black. - Ale oni sami zamieniają się w takich „dobrych śmierciożerców”, mordujących w imię dobra.- wypuściła powoli dym i dodała.- Albo taki Potter, jak ktoś nazwie Granger szlamą, to zaraz robi jakieś śmieszne cyrki. Rzuca zaklęciami na prawo i lewo, ale wszyscy na to przymykają oko. A na przykład jak on wyzwie Malfoya i od niego oberwie, to zaraz jest afera, na całą szkołę.
-Bronisz Malfoy?- Stella spojrzała na nią zaciekawiona. W sumie nie miała co się jej dziwić, to co zrobił podczas bitwy... dużo zmieniało.
-Nie bronie go, tylko denerwuje mnie, że "Wybrańcowi" wszystko uchodzi płazem. Wielki obrońca szlam i mugoli, pieprzony hipokryta- warknęła Blair. Stella spojrzała na nią nieprzychylnym wzrokiem, jednak postanowiła nie komentować tego ostatniego zdania. Wiedziała, że Black była wychowywana gównie przez swoją babkę od strony matki. A pani Claribell Bien, była typową czystokrwistą, szlachetnie urodzoną czarownicą, więc wpoiła Blair pewne niezdrowe uprzedzenia, które jej własna córka kompletnie... olała. Wiedziała też czemu Black, jest tak cięta na Pottera. Odkąd Harry zaczął chodzić do Hogwart jej rodzice, mogli się z nim skontaktować, no i się zaczęło. Jakieś wspólne święta - czasami nawet Blair musiała je spędzać z Hermioną i Weasleyami, wspólne rodzinne uroczystości itp. Rodzice dziewczyny bardzo się starali, żeby Harry nie czuł jakiejkolwiek pustki związanej z brakiem rodziców. No i tu się pojawia nasza jedynaczka, nie chodzi o to, że była zazdrosna o niego, tylko… ona zawsze sprawiała problemy, a Harry, całe życie robił wszystko idealnie. Drażniło ją to uwielbienie do niego. A to poradził sobie z bazyliszkiem, a to pokonał stado de mentorów, sratatata… Prawda jest taka, że miał więcej szczęścia, niż rozumu. Więc dziewczyna miała czasami serdecznie dość Wybrańca, bo nie pamięta kiedy ostatnio rozmawiała z rodzicami, a oni nie wspomnieli nic na jego temat. Dlatego stosunki między nim, nie były przepełnione wzajemną miłością, zwłaszcza, że Black miała charakterek jaki miała. Nie że się nie lubili, w końcu spędzali ze sobą mnóstwo czasu, ale trochę ze sobą nieświadomie rywalizowali, a raczej Blair rywalizowała nieświadomie z nim.  
-Ostatnio wszyscy zrobili się hipokrytami.- odezwała się Stella. -Hermiona była przerażona, gdy Moody rzucał zaklęcia niewybaczalne, na PAJĄKI. A podczas bitwy ojciec Crabba umierał przez kilka godzin w strasznych mękach. Taka mała, niewinna prymuska, a rzuca czarnomagiczne zaklęcia. Ach! Zapomniałabym o Ronie, który stał z boku i patrzył z podziwem. To są ci ludzie walczący o wolność i pokój?- spytała zniesmaczona dziewczyna.
-Czyli to Granger załatwiła tak ojca Crabba?- szepnęła zaskoczona Blair, unosząc jedną brew. Widziała jego zwłoki gdy biegła na 3 piętro i na samo wspomnienie przeszły ją ciarki. Szczerze to myślała, że przez przypadek oberwał od jakiegoś śmierciożercy, a tu taka niespodzianka.
-Właśnie! Zapomniałam ci powiedzieć. Przecież ty byłaś w szpitalu jak się ... Można powiedzieć, że przechwalała.- Stella pokręciła lekko głową. – Siedzieliśmy w PW i rozmawialiśmy o tej bitwie , no i nagle Hermiona oznajmia wszystkim, że to ona walczyła z ojcem Crabba. Na początku trochę nas zatkało, ale potem  oni zaczęli jej mówić, że jest niesamowicie uzdolniona i jakoś nikt, oprócz mnie, nie pisnął ani jednego słowa krytyki. Potem już tylko Potter się wściekał, że nie mają dowodów na Malfoya, Zabiniego i tych paru innych ślizgonów. Że  dalej mogą chodzić do Hogwartu, że nie wie w co Dumbledore pogrywa, pozwalając im na to, przecież wszyscy wiedzą, że są śmierciożercami, bla, bla, bla, stara gadka…- wywróciła oczami - Chociaż powiem Ci, że tylko on jest tego taki pewny, w sensie, że są po stronie Sama-Wiesz-Kogo, reszta nie jest do końca przekonana, uważają, że ON nie potrzebuje takich gówniarzy, ale też patrzą na nich spod byka  i nie są zadowoleni, że wracają do Hogwartu.
-Wiesz, że gdybym chciała to mogłabym wydać Malfoy? Wystarczy, że pokaże wspomnienia, a reszta sama się już zrobi.- powiedziała Blair po chwili ciszy.
-A zrobisz to?
-W życiu.- odpowiedziała od razu.- Nawet jeśli nie uratowałby mi życia, nie wkopałabym go.- dodał, jednocześnie rzucając filtr na ziemię i depcząc go.
-Dlaczego?- spytała zaciekawiona Stella.
-Bo nie zamierzam bawić we wsadzanie ludzi do Azkabanu. Malfoy może i zabił, ale mogę się założyć, że nikt nie cierpiał przez niego tak jak ojciec Crabba. – powiedziała zamyślona Black.
-Nie ważne, nie gadajmy już o tym.- zmieniła temat Doncaster – Nie mogę się doczekać jak będziemy w Hogwarcie , czuję, że ten rok będzie cudowny! – wykrzyknęła roześmiana i wybiegła z parku, jednak zatrzymała się przed ulicą i zaczekała na Blair.
-Ja też.- powiedziała przybyła i ruszyły przez pasy.- Ale gdy pomyśle o górze prac domowych i moim kochanym Snapie, to mnie krew zalewa.
-Nie zapominaj, że jesteś w tym roku prefektem naczelnym, panno Black- powiedziała, ze złośliwym uśmieszkiem Stella. Jej przyjaciółka skrzywiła się na samą myśl, kolejny zwariowany pomysł Dumbledore. No bo kto normalny zrobiłby z niej prefekta? W dodatku naczelnego! Bywała u dyrektora prawie tak często jak bliźniacy. Może i miała bardzo dobre oceny, ale wzorem do naśladowania raczej nie była. Tyle, że Dumbledore uznał, że gdy zostanie PN, to stanie na wysokości zadania i nagle stanie się odpowiedzialna. Jedyny plus był taki, że utrze nosa zarozumiałej Granger. No i oczywiście będzie mieć prywatne dormitorium! Do tego każdy PN, może wybrać sobie jednego współlokatora do pokoju, więc dziewczyny nie będą musiały się rozstawać. Martwiła się tylko kto będzie drugim prefektem i z kim jeszcze będą musiały mieszkać. Westchnęła.
-Nawet mi nie przypominaj, bo mam ochotę Cię uderzyć. Ughh... Gdyby nie te patrole !- Black przewróciła oczami.
-......O patrz już prawie jesteśmy!- Doncaster starała się zająć czymś Blair, bo nie chciała od niej dostać, nawet w żartach. Niewiele by to dało, gdyby nie fakt, że pod Dziurawym Kotłem stał we własnej osobie... Lucjusz Malfoy
-To przekomiczne, że jeden z najbardziej oddanych śmierciożerców chodzi „luzem”, a MM nie pozwala go tknąć.- mruknęła bez emocji Black.
-O czym ty mó… Aaaaaaa… - powiedziała mało inteligentnie Stella, która dopiero zobaczyła Lucjusza. Gdy doszły już pod baru, Doncaster wydała się nagle bardzo zainteresowana swoimi butami, natomiast Blair spojrzała na Malfoya obojętnie. Co prawda ten człowiek ją niesamowicie przerażał, ale w miejscu publicznym nic nie mógł jej zrobić. Sam Lucjusz jednak był wyraźnie zainteresowany ręką dziewczyny. Widać było, że nie był szczęśliwy, że wyszła z tego cało. Blair przemknęło przez myśl, że to przecież przez jego syna. I wtedy Malfoy Senior spojrzał  jej prosto w oczy. Miał je niesamowicie podobne do Dracona, jednak jego wzrok był pusty i brakowało w nim czegoś co miał młody ślizgon, jednak nie potrafiła powiedzieć czego. Lucjusz zmierzył ją dokładnie, po czym skupił się na drugiej stronie ulicy. Gdy już weszły do pubu, Stella odetchnęła z wyraźną ulgą.
-Czy tylko mi jest tak gorąco?- spytała brunetka przełykając głośno ślinę. Pokonały raźnym krokiem lokal i chwilę później stały pod kamienną ścianą na tyłach. Blair wyciągnęła różdżkę i stuknęła nią w odpowiednią cegłę.
-Jednak nie ma tak dużo ludzi jak myślałam- mruknęła Stella. Dziewczyna miała rację, spodziewały się niesamowitego tłoku, a zastały parę osób przemykających szybko od jednego sklepu, do drugiego. To nie była ta sama ulica co parę lat temu . Nastolatki szybko odwiedziły aptekę, księgarnię i Madame Maklin, ignorując po drodze zaczepki ludzi handlujących jakimiś amuletami. Gdy wychodziły od krawcowej wpadły na dwie rude osóbki.
-Cześć ślicznotki!.- krzyknęli jednocześnie bliźniacy
-Cześć wam!- odkrzyknęły roześmiane dziewczyny, przytulając każdego po kolei.
-Co wy tu robicie?- spytała Stella, gdy już stanęli naprzeciwko siebie.
-A widzisz, musimy kupić sobie jakieś szaty wyjściowe, za tydzień mamy bardzo ważne spotkanie i trzeba się prezentować.- powiedział George udając ważniaka.
-Czyli interesy się kręcą?- zaśmiała się Blair, zawsze ją zaskakiwało to, że potrafią żartować nawet z samych siebie.
-Nawet bardzo.- odpowiedział szybko Fred, patrząc jej głęboko w oczy. Od zawsze mu się podobała i sama dziewczyna o tym wiedziała, jednak nic sobie z tego za bardzo nie robiła. Owszem lubiła go i to bardzo, ale nic więcej. – Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to otworzymy sklep w Hogsmeade, a wtedy będziemy znacznie częściej się widywać.- mrugnął do niej zawadiacko.
-Na pewno, ale teraz musimy już lecieć.- zakończyła tą rozmowę Blair.
-No skoro musicie, ale mamy małą prośbę, prawda George?
-Ach, tak pozdrówcie od nas naszego kochanego woźnego i najcudowniejszego…
-Zasmarkanego…- ciągnął Fred.
-Bojącego się szamponu…
- I wody…
-Niezastąpionego towarzysza nocnych szlabanów…
-Ostoję sprawiedliwości…
-Jednym słowem nietopiaszczego Snapa!- zakończył ten wywód George.
-Oczywiście. – roześmiały się dziewczyny i już po chwili się z nimi żegnały.
-To teraz do domu?- spytała po krótkiej chwili marszu Stella.
-A masz coś jeszcze w planach?- spytała kpiąco Blair. Wiedziała, że dzisiaj nie pobalują, mimo, że to ostatni dzień wakacji. Wszystko dlatego, że jej przyjaciółka jest bardzo sumienna jeśli chodzi o powrót do szkoły i niesamowitą ujmą byłoby dla niej przyjść na peron na kacu.  Dziewczyna domyśliła się, o co chodzi czarnowłosej, dlatego nawet się nie odezwała, bo nie miała ochoty na kolejną dyskusję na ten temat. Właśnie opuszczały Dziurawy Kocioł, Blair rozejrzała się nerwowo, na szczęście nie było już Malfoya, zresztą… Po co miałby stać tu tak długo? Szły w milczeniu, gdy doszły do parku sięgnęła po raz kolejny po papierosa i spojrzała na swoją przyjaciółkę, wyrazie widziała, że coś ją gryzie, schowała zapalniczkę i odezwała się. – Co jest?- spytała bez ogródek. Stella milczała przez chwilę, nagle stanęła. Blair zrobiła to samo i spojrzała na nią pytająco. W końcu dziewczyna się odezwała.
-Wiesz, że pod koniec roku szkolnego Harry, Ron i Hermiona chcą wstąpić do Zakonu?
-Wiem.- przytaknęła Black
-I co zrobimy? Będą liczyli, że my też...- spytała brunetka nie patrząc na nią. Nie chciały brać udziału w tej brutalnej wojnie, wolały się nie wtrącać. Wiedziały, że to nie zapewni im pełnej ochrony, jednak lepsze to , niż chodzenie i bluzganie śmierciożercom w twarz. Ich podejście jeszcze bardziej się pogłębiło, po ostatniej bitwie, biorąc pod uwagę fakt, że Blair ledwo co uszła z życiem, a Stella też spędziła kilka dni w SS. Nie mówiły nie, ale na chwilę obecną... Po prostu się bały, a sytuacja nie była na tyle poważna by MM nie mogło sobie poradzić bez dodatkowych sił wsparcia.
-Jak to co zrobimy?- spytała niepewnie Black.
-No tylko mi teraz nie mów, że nagle chcesz wstąpić do ZF, przecież to ty zawsze mówiłaś, że się nie piszesz na latanie na każde skinienie Moodiego, że chcesz żyć w miarę normalnie, a nie stresować się co wieczór, czy to może właśnie Sama-Wisz-Kto do ciebie puka, czy sąsiadka znowu chce pożyczyć cukier.- wybuchnęła zszokowana Stella.
-Źle mnie zrozumiałaś.- wyjaśniła Blair. –Chodziło mi o „Jak to co zrobimy? Odmówimy.” I tak na marginesie to Voldemort raczej nie puka.- dodała z kpiącym uśmieszkiem
-Nie łap mnie za słówka.- ostrzegła Stella.- Ale mniejsza… Zdajesz sobie sprawę co to będzie się działo jak im odmówimy? Wyjdziemy na tchórzy.- dodała od razu poważniejąc.
-Mogę być nawet tchórzem. Lepsze to, niż bycie trupem.- powiedziała pewnie Black. Poza tym wiedziała , że w tej kwestii może liczyć na Syriusza, odkąd pamięta zawsze stawał po jej stronie, nie zależnie czy miała rację czy nie. A on sam nie chciał, żeby się narażała. Po bitwie, powiedział, że ostatni raz brała w czymś takim udział. Przejął się chyba bardziej, niż jej rodzice. Blair wspomniała o tym swojej przyjaciółce. Stellę uspokoił taki obrót sprawy i za chwilę kontynuowały powrót do domu. Każda zajęła się własnymi myślami, choć obie myślały o tym samym, a mianowicie zastanawiały się jak będzie wyglądać ich przyszłość. Blair wyciągnęła kolejnego papierosa, kątem oka zauważyła, że Stella się skrzywiła. – Co jest?- spytała zadziornie.
-Jak to co jest? Jak tak dalej pójdzie to nie będziesz musiała się martwić jak zareagują na odmowę, bo nie dożyjesz do końca roku.- warknęła oburzona. Nienawidziła tego, że jej przyjaciółka pali i to w takich ilościach.
-Na coś w końcu trzeba umrzeć. No żartuje przecież!- dodała widząc wzrok Doncaster. Dziewczyny doszły już do domu, otworzyły drzwi i od razu skierowały się do łazienek, Stella poszła do tej na dole, a Blair już wbiegała po schodach. Doncaster zeszło szybciej, więc postanowiła poczytać książkę, w oczekiwaniu na druga gryfonkę. Jednak po chwili usłyszała kroki Black. Blair otworzyła drzwi na taras i wyszła z butelką wina i papierosem. Usiadła na jednym z krzeseł. Kąpiel działała na nią kojąco, przestała przejmować się ZF, przestała myśleć o Malfoyu i o drugim PN. Nic już ją nie obchodziło, czuła, że ten rok będzie wyjątkowy. Po chwili dołączyła do niej Stella z książką, zajmując miejsce obok.
-Co czytasz?- spytała Blair. Dziewczyna obok niej spłonęła lekkim rumieńcem. Black spojrzała na nią z pobłażaniem. - Znowu? Merlinie, potem Ci się miesza w głowie od tych książek i jesteś nie do zniesienia, bo nie możesz znaleźć swojego księcia z bajki.- mruknęła wywracając rozbawiona oczami. Stella nałogowo czytała romansidła, nawet mugolskie! Co już w ogóle było poniżej wszelkiej krytyki, a potem zamęczała dziewczynę szczegółami ckliwych historyjek wyssanych z palca.
-Ale ta naprawdę jest dobra!- zapewniła gorliwie brunetka.- Jest o kobiecie, która zmienia facetów jak rękawiczki, nie przejmując się ich uczuciami. Ale w końcu i ona się zakochuje. 
Blair mimowolnie pomyślała o sobie. Prawda była taka, że nigdy nie czuła tych motylków w brzuchu i tak dalej, dlatego tak szybko jej się wszyscy chłopcy nudzili. Jednak w głębi duszy (choć sama do tego się nie przyznawała) zazdrościła tym wszystkim zapatrzonym w sobie zakochanym, też chciała poczuć w końcu to COŚ, co nie wypali się po dwóch tygodniach czy miesiącu. Westchnęła znudzona i  uniosła brew dając Stelli do zrozumienia, że nic co by ją przekonało, że książka jest dobra, jeszcze nie usłyszała.
-Właśnie całują się pod wieża Eiffla.- dodała brązowowłosa przekonana, że wyciągnęła Asa z rękawa. Blair wybuchnęła śmiechem.
-Nie no, nie ma co Doncaster, niesamowicie ORYGINALNA i porywająca historia. - zaśmiewała się z przyjaciółki. 

-Och, nie znasz się!- ofuknęła ją Stella i kompletnie ją ignorując, zanurzyła się z powrotem w lekturze.  Westchnęła. Ile ona by dała żeby być na ich miejscu. Momentalnie wyobraziła sobie siebie i Blaisa. Jednak mogła zapomnieć o takim obrocie sprawy, nawet jeśli byli by w sobie zakochani ich związek nie miałby racji bytu, nie w teraz... Stella zresztą nie miała problemów z zajęciem się innymi chłopcami, nie była przecież zakochana w brunecie, po prostu ją... intrygował. Kiedy skończyła już czytać, obie stwierdziły, że pójdą się spakować. Stella poszła zrobić jeszcze im herbaty, a Black w tym czasie przemieściła się już na górę. Weszła do swojego pokoju i od razu podeszła do biurka po różdżkę. Wtedy jednak zobaczyła zdjęcie, to samo, które rano oglądała Stella. Powoli je podniosła. Od razu go zobaczyła, siedział zamyślony, potem mówi coś do Zabiniego, a ten wybucha śmiechem. I wtedy powoli odwraca się i po prostu patrzy na nią. Blair uśmiechnęła się z wyższością, doskonale wiedziała, że pociągała Malfoya. W sensie... że chętnie by ją przeleciał, nic więcej oczywiście! Schlebiało jej to, że na nią patrzył w końcu to Malfoy... I mimo, że z całego serca go nienawidziła musiała przyznać, że ma to coś. Nie bez powodu prawie cała damska część Hogwartu za nim latała. Odłożyła zdjęcie, machnęła różdżką i już była spakowana. Dokładnie w tym momencie kiedy Blair odstawiała kufer pod ścianę weszła Stella z herbatami. Położyła je na stolik i również się spakowała. Po chwili obie siedziały na łóżku z kubkami w dłoniach i gadały beztrosko. Były podekscytowane, jutro rozpoczynał się nowy rok , a one cały dzień miały to przeczucie... Że ten rok będzie inny... Inny niż wszystkie. Nie miały tylko pojęcia, jak bardzo inny.